sobota, 27 marca 2010
Dom na wariackich papierach

Domowe wariatkowo.

 

Już pisałem, że krzyki i wrzaski to muzyka codzienna w moim domu. No cóż, jak się ma troje dzieci i czwarte w drodze, to rzeczywiście czasem szału można dostać. Każde dziecko ma inni charakter i inne potrzeby, ale jak na złość wszystkie chcą je zaspokajać naraz.

No dobra. Ale czy można jakoś temu zaradzić? Teoretycznie tak. Można wrzasnąć na szczeniaki i wtedy jest spokój. Czasem to nawet i minutę posiedzą grzecznie. Można też spróbować z nimi porozmawiać. No tak może i 14-latka coś tam zakuma, pod warunkiem, że zrobi to i 12-latka, a ta i owszem też zrozumie, ale na pewno pierwsza się nie zamknie, bo musi to zrobić starsza. A tłumaczenie 3-latkowi? On kiwa główką, ze tatę doskonale rozumie i że się z nim zgadza. Więc jak tylko kończę z nim rozmowę, to chłopak się odwraca i z krzykiem leci do siostry. No tak.

Ostatnio żyje rytmem szkoły. Cieszę się jak są zajęcia i ze zgrozą patrzę na zbliżające się wakacje, weekendy i inne wolne dni.

Na szczęście dzieci dorastają i coraz częściej chcą się bawić same, czy to na podwórku, czy u sąsiadki, czy gdziekolwiek indziej. Więc jak tylko wszyscy wyjdą, siadam szczęśliwy na swoim fotelu i zaczynam się delektować ciszą. Spojrzę tylko przez okno, co robią maluchy, albo zadzwonię do sąsiadki, czy już dotarły szczęśliwie. Może jeszcze się dowiem, czy czegoś nie potrzebują. Może się za cienko ubrały. Może jakiś pies lata i się boją. Może…

Dobra, dobra. Siadam się delektować spokojem.

Siadam…

…ale ta cisza jest denerwująca!

niedziela, 21 marca 2010
Wspólne zabawy różnolatków

Wspólne zabawy.

 

Zasadniczo problemu nie ma, gdy, wszyscy uczestnicy zabawy są w podobnym wieku. jest tylko hałas i własnych myśli nie można usłyszeć. A co gdy dzieci znacznie różnią się wiekiem. Tak jest u mnie. Dwie dziewczynki w wieku 14 i 12 lat, a potem chłopiec niespełna 3-letni, a wkrótce jeszcze jeden chłopczyk.

Niestety i tu często jest bardzo głośno, a problem leży w niezrozumieniu tej skąd inąd dużej różnicy. Zwłaszcza nie rozumie tego 12-latka. Gdy sama bawi się zabawkami, to czasem nie daje ich dotknąć młodszemu bratu, bo ten je może popsuć, a gdy on bawi się jakąś zabawką to próbuje mu ją zabrać, bo przecież ona mu jej nie popsuje. Pewnie trochę racji w tym myśleniu i jest, ale siostra nie rozumie, że jej brat się teraz uczy zachowań poprzez naśladownictwo starszych. I gdy widzi jak starsza siostra nie chce mu czegoś dać to tak samo reaguje, gdy ona coś mu próbuje zabrać.

Krzyki, wrzaski i płacze, to muzyka, która często gości w progach mych mógłbym teraz rzec.

No tak. Zatem ciągle i bez skutecznie tłumaczę starszej, żeby zmieniła swój sposób myślenia, a młodszemu staram się jakoś przekazać, że nie wszystko może mieć. I choć różne są efekty tego tłumaczenia to jednak jakieś tam postępy są widoczne. Niewielkie, ale są.

niedziela, 14 marca 2010
Idziemy spać po dobranocce.

O której dziecko chodzi spać.

 

Właśnie, o której nasze pociechy powinny trafiać do łóżek. No najlepiej po dobranocce. I to bez względu na wiek, a tym bardziej, jak nie ma jeszcze 18 lat. Baaaaa, są tacy, co by widzieli swoje [en]dziestoletnie, niezamężne dzieci w łóżkach po 19:30. A tu taki dwunasto, trzynastolatek przychodzi do domu grubo po północy i do tego ma jeszcze pretensje do nas, że mamy czelność mu to wypominać. Jeszcze takiego chłopaka, to przeżyjemy, ale córkę…

Niestety, rzeczywistość jest okrutna. Może sam trochę przesadzam, bo u mnie nie wygląda to, aż tak źle, ale zawdzięczam to głównie wydarzeniom z przed kilku lat, gdy moje obecne podopieczne dwie nastolatki, dziś dwunasto i czternastolatka były celem ataków innej dorosłej osoby. Strach gdzieś tam w głębi pozostał i dlatego raczej nie ma problemu późnego przychodzenia do domu, ale za to jest problem późnego kładzenia się spać. A ten problem nie dotyczy tylko tych dwóch dziewczynek, ale i mojego trzyletniego synka.

Oczywiście podłoże problemu w przypadku starszych panienek leży rzeczywiście w przeszłości. Najpierw było to oczekiwanie na powrót ojca, potem oczekiwanie aż sobie już pójdzie i ochłonie się. W środku tygodnia obie dziewczynki nieraz musiały czekać na 22, na powrót mamy z pracy, tylko po to, żeby z nią chwilkę posiedzieć i żeby ktoś pomógł w odrobieniu lekcji. Starsza lubiła zawsze się uczyć, a wiec korzystała z tego, że dopiero po 23 robił się względny spokój. Po moim pojawieniu się, również późna pora okazała się dobra do nadrabiania zaległości w nauce. To zjawisko późnego kładzenia się spać było tak częste, że utrwaliło się.

Teraz jest to problem. Ponieważ nie ma już potrzeby nadrabiania zaległości, razem z partnerką pracujemy w różnych porach dnia i rzadko się to nakłada, a jednak nadal dziewczynki nie chcą się kłaść wcześniej spać. No trudno, trzeba się z tym pogodzić i czekać na negatywne konsekwencje tego procesu. Niemożna na siłę ich przymuszać do wcześniejszego spania, bo szybciej stracimy z nimi kontakt uczuciowy niż uzyskamy zadawalający efekt.

Gorzej wygląda sprawa mojego synka. Fakt, że musiałem często przesiadywać do późnej nocy, z jego starszymi siostrami, żeby pomagać im w nauce spowodował, że sam nie chciał iść spać, tylko czekał na tatę i mamę. W domu niestety nie ma warunków, by pójść z nim do innego pokoju i tam po prostu z nim się położyć na chwilkę. Dlatego przez pewien czas nie dostrzegałem tego problemu. Jednak w ostatnim czasie zacząłem pracować nad metodą jego zniwelowania.

Dzięki temu, że już nie ma potrzeby poświęcania dużej ilości czasu na naukę ze starszymi pasierbicami, toteż więcej czasu poświęcam memu synkowi. Głównie na zabawę. Zauważyłem, że jeżeli będę się z nim dość długo bawił to w końcu się zmęczy i wtedy kładzie się dużo wcześniej spać. Niestety młodość już nie ta i na dłuższą metę to nie skutkuje. Pomocne były też jakieś tam wyjazdy, czy spacery na świeżym powietrzu, jednak i tu rzeczywistość nas ograniczała, bo nie zawsze był czas. W ostatnim czasie to nawet potrafię wieczorem złapać szkraba i jak niemowlaka ululać na własnym ramieniu. Widać jeszcze gdzieś tam podświadomie pamięta, jak to robiłem, gdy był młodszy i dlatego nawet nie protestuje, ale po prostu „odlatuje” w mych ramionach.

Zastosowanie wymienionych metod łącznie przez kilkanaście ostatnich tygodni poskutkowało. Przynajmniej częściowo. Dziś już nie potrzeby nic robić, a pomiędzy 20 a 22 sam się przytuli do kogoś i zaśnie. Jest to duża odmiana, bo przedtem zasypiał dopiero przed 2 w nocy.

Jeśli jeszcze trochę popracuje, to może i jeszcze wcześniej będzie chodził spać, a może i ja pójdę w końcu spać…

…po dobranocce.