niedziela, 28 lutego 2010
Kłótnie, kłótnie, kłótnie

Gdy starsze chce na lewo a młodsze na prawo.

 

Co robić, gdy dzieci się kłócą? Oczywiście interweniować. Tyle, że z głową.

Raczej nie powinniśmy trzymać jednej strony, ale gdyby się tak miało zdarzyć, że poprzemy tylko jednego uczestnika sprzeczki, to musimy to czymś później zrównoważyć tak, aby żadne dziecko nie poczuło się gorsze. W moim przypadku najczęstszym powodem kłótni jest fakt, że jedno z dzieci chce coś robić, a inne chcę czegoś innego i oba zadania ze sobą konfliktują. Niestety sam nie wchodzę w ten konflikt, bo przerzucam ten obowiązek na ich mamę, no chyba, że w kłótnie wtrąci się mój syn. Jednak wtedy szybko ich rozdzielam. Pilnuję żeby nie obwiniać tylko jednej strony. Ewentualna kara musi być adekwatna do winy. Nie można karać nauką, bo wtedy dzieci zaczną to postrzegać, jako zło. Najlepsza kara to danie jakiegoś zajęcia, lecz nie za karę, ale aby zająć czymś. Lista takich zajęć jest długa. Sprzątanie pokoju, przedpokoju, pomoc w kuchni, wyniesienie śmieci, wytarcie kurzu, poukładanie książek, zmywanie, składanie ubrań, wyczyszczenie zabawek. Starszym dzieciom można zlecić pomoc w pracach wokół domu, w przyniesieniu zakupów. Naprawdę jest, z czego wybierać. A jeśli jest potrzeba ukarania, to można zabronić korzystania z komputera chyba, że do celów nauki, zakazać oglądania telewizji, zabronić pójścia do koleżanki, kolegi, tu również jest spory wybór. Zawsze jest coś, co dziecko lubi robić, a nie jest to obowiązkiem.

Jednak należy zachować konsekwencję takich działań. Stosowanie zasad w życiu jest bardzo pomocne, tylko z niczym nie należy przesadzać. Pamiętajmy także, że popełnianie błędów jest rzeczą ludzką, a zatem nic złego się nie stanie jeśli coś zrobimy źle, wystarczy tylko czasem się do tego przyznać i szukać lepszego rozwiązania.

niedziela, 21 lutego 2010
Witam czytelników
Ponieważ mam dzieci w różnym wieku, postanowiłem dokonac malego podziału i utworzyć dwa blogi, gdzie kazdy bedzie mógł wybrać ten który go najbardziej interesuje.
niedziela, 14 lutego 2010
Nastolatki

Nastolatki

 

Po pierwsze przepraszam czytelników za długą swoją nieobecność. Widać jestem nie słowny. Nie będę się tu tłumaczył. Po porostu:

PRZEPRASZAM.

Jeszcze jedna sprawa, zanim przejdę do opisywania swoich metod wychowawczych dwóch nastolatek, córek mojej obecnej żony. W pierwszej części tego blogu zwracałem uwagę na aspekt dawnego życia wspomnianych nastolatek. Obie były celem znęcania się psychicznego ze strony swego ojca. Ten człowiek wykazał się wyjątkową perfidią w tym zakresie. Czytelników chcących poznać tę dramatyczną historię, zapraszam na blog:

Wzorowy ojciec wynajął agresywną osobę do znęcania się nad jego dziećmi.

http://prawdziwedramaty.blox.pl/html

Blog można odnaleźć wchodząc po kolei na stronę główną Blox.pl, potem wyszukać katalog DZIECI i podkatalog O DZIECIACH, a następnie odszukać wskazany tytuł.

 

Kłopoty z nastolatką – powinny być czy nie.

Poprzednim razem napisałem, że starsza z wychowywanych przeze mnie dziewczynek zaczyna sprawiać kłopoty wychowawcze, co miało wiązać się z wejściem w tzw. „wiek buntu”. Rzeczywiście tak było i spodziewałem się, że w najbliższym czasie sytuacja się nie poprawi, a jednak. W ostatnich kilku tygodniach nasze stosunki znacząco się poprawiły, co niejako było dla mnie zaskoczeniem.

Na podstawie zaobserwowanych wcześniej podobnych sytuacji, które się zdarzały w innych rodzinach nie zauważyłem aż tak dużego skoku wahań nastroju u nastolatki. Nie, żebym był jakimś psychologiem i miał takie kontakty, ale w swoim życiu widziałem poznałem wiele podobnych przypadków. We własnej rodzinie, wśród znajomych, sąsiadów i całkiem obcych ludzi. I oczywiście wahań takich stosunków rodzić (opiekun) – nastolatka było dość sporo, ale prawie nigdy nie spotkałem, się z przypadkiem, kiedy zbuntowana nastolatka całkowicie przestala się sprzeciwiać i do tego prawie całkowicie zaczęła popierać osobę, z którą była skonfliktowana. A tak właśnie jest obecnie z moją starszą pasierbicą. Być może nie mam takiego doświadczenia jak mi się wydaje, a może rzeczywiście nie wszystko rozumiem.

Jednak pośrednio w moim przypadku widać przyczynę takiego obrotu sprawy. Być może, ktoś powie, że jestem stronniczy, ale ja jestem innego zdania. Winny jest znów biologiczny ojciec dziewczyny.

Przez wiele lat walczyłem o naprawienie stosunków pomiędzy nim, a jego córkami, pomimo iż wiedziałem, że jest niebezpieczny. W efekcie moich działań ich spotkania wyglądały w pewnym momencie na bardzo dobre. Przynajmniej obie dziewczynki wracały względnie zadowolone z takich spotkań i czekały z utęsknieniem na następne. Co prawda sam widziałem, że ich ojciec nie jest za bardzo szczery w stosunku do nich, ale one tego nie dostrzegały.

Przy czym od razu informuje, że głównie starsza tęskniła, a młodsza podchodziła bardziej obojętnie do tych spotkań. Jednak, od kilku tygodni można było zauważyć, że i starsza zobojętniała. Mniej więcej w tym samym czasie wyraźnie poprawiły się stosunki pomiędzy mną, a starszą pasierbicą. Początkowo nie skojarzyłem tego z ich ojcem, aż do momentu, kiedy sama parę dni temu zaczęła się przyznawać mamie, że tata po prostu jej dokuczał na tych spotkaniach, a dokładniej robił przytyki do jej stosunku do mnie.

Okazało się, że wcześniej, w czasie spotkań ze swoimi dziećmi, od czasu do czasu używał jakiś obraźliwych słów pod moim adresem, a gdy one okazywały niezadowolenie z takiej formy wypowiedzi, to ostentacyjnie okazywał swoją dezaprobatę dla nich. Nigdy nie powiedziały, że pod ich adresem używał niewybrednych określeń, ale z kontekstu wypowiedzi wynikało, że zmuszał je do złego wyrażania się o mnie. Początkowo, obie jego córki chcąc zachować dobre stosunki ze swym ojcem, słuchały się go i wtedy narastał konflikt ze mną. Jednak z czasem zaczęły zdawać sobie sprawę z faktu, że to niczego nie zmieni. Po prostu starsza powoli zaczęła tracić nadzieje, że jej ojciec się zmieni.

Ojciec biologiczny obu dziewczynek po raz kolejny znalazł sposób, aby je angażować w konflikt dorosłych pomimo kontroli kuratora. Najgorsze jest to, że kurator nie przyjmuje tych informacji do wiadomości.

Jaki z tego będzie efekt? Prawdopodobnie w najbliższym czasie moje stosunki z obiema dziewczynkami, będą bardzo dobre, a potem znów ulegną pogorszeniu, bo takie jest prawo natury. Oczywiście w tym blogu nie zamierzam kontynuować wątku ich ojca. O nim można sobie poczytać pod wspomnianym wyżej adresie. Natomiast, ja tutaj chciałbym zwrócić uwagę na podstawowy morał wynikający z tej opowieści.

Nie postrzegajmy swoich dzieci bez względu na ich wiek, jako bezmyślne istoty, które zawsze będą nas słuchać i kochać. One są bardzo inteligentne i rozumieją więcej niż byśmy chcieli. My możemy jedynie wpływać na ich własny los pod warunkiem, że potraktujemy je, jako równych sobie partnerów.

 

 

Niemowlak
Kiedy zaczyna sie proces wychowywania dzieci? Gdy zaczynają rozumiec co się do nich mówi, czy może kiedy same już dobrze mówią, a może gdy pójdą do przedszkola, a może jeszcze w brzuchu mamy? Wszystko zależy od tego, co rozumiemy pod pojęciem wychowania.