Blog > Komentarze do wpisu
Nastolatki

Nastolatki

 

Po pierwsze przepraszam czytelników za długą swoją nieobecność. Widać jestem nie słowny. Nie będę się tu tłumaczył. Po porostu:

PRZEPRASZAM.

Jeszcze jedna sprawa, zanim przejdę do opisywania swoich metod wychowawczych dwóch nastolatek, córek mojej obecnej żony. W pierwszej części tego blogu zwracałem uwagę na aspekt dawnego życia wspomnianych nastolatek. Obie były celem znęcania się psychicznego ze strony swego ojca. Ten człowiek wykazał się wyjątkową perfidią w tym zakresie. Czytelników chcących poznać tę dramatyczną historię, zapraszam na blog:

Wzorowy ojciec wynajął agresywną osobę do znęcania się nad jego dziećmi.

http://prawdziwedramaty.blox.pl/html

Blog można odnaleźć wchodząc po kolei na stronę główną Blox.pl, potem wyszukać katalog DZIECI i podkatalog O DZIECIACH, a następnie odszukać wskazany tytuł.

 

Kłopoty z nastolatką – powinny być czy nie.

Poprzednim razem napisałem, że starsza z wychowywanych przeze mnie dziewczynek zaczyna sprawiać kłopoty wychowawcze, co miało wiązać się z wejściem w tzw. „wiek buntu”. Rzeczywiście tak było i spodziewałem się, że w najbliższym czasie sytuacja się nie poprawi, a jednak. W ostatnich kilku tygodniach nasze stosunki znacząco się poprawiły, co niejako było dla mnie zaskoczeniem.

Na podstawie zaobserwowanych wcześniej podobnych sytuacji, które się zdarzały w innych rodzinach nie zauważyłem aż tak dużego skoku wahań nastroju u nastolatki. Nie, żebym był jakimś psychologiem i miał takie kontakty, ale w swoim życiu widziałem poznałem wiele podobnych przypadków. We własnej rodzinie, wśród znajomych, sąsiadów i całkiem obcych ludzi. I oczywiście wahań takich stosunków rodzić (opiekun) – nastolatka było dość sporo, ale prawie nigdy nie spotkałem, się z przypadkiem, kiedy zbuntowana nastolatka całkowicie przestala się sprzeciwiać i do tego prawie całkowicie zaczęła popierać osobę, z którą była skonfliktowana. A tak właśnie jest obecnie z moją starszą pasierbicą. Być może nie mam takiego doświadczenia jak mi się wydaje, a może rzeczywiście nie wszystko rozumiem.

Jednak pośrednio w moim przypadku widać przyczynę takiego obrotu sprawy. Być może, ktoś powie, że jestem stronniczy, ale ja jestem innego zdania. Winny jest znów biologiczny ojciec dziewczyny.

Przez wiele lat walczyłem o naprawienie stosunków pomiędzy nim, a jego córkami, pomimo iż wiedziałem, że jest niebezpieczny. W efekcie moich działań ich spotkania wyglądały w pewnym momencie na bardzo dobre. Przynajmniej obie dziewczynki wracały względnie zadowolone z takich spotkań i czekały z utęsknieniem na następne. Co prawda sam widziałem, że ich ojciec nie jest za bardzo szczery w stosunku do nich, ale one tego nie dostrzegały.

Przy czym od razu informuje, że głównie starsza tęskniła, a młodsza podchodziła bardziej obojętnie do tych spotkań. Jednak, od kilku tygodni można było zauważyć, że i starsza zobojętniała. Mniej więcej w tym samym czasie wyraźnie poprawiły się stosunki pomiędzy mną, a starszą pasierbicą. Początkowo nie skojarzyłem tego z ich ojcem, aż do momentu, kiedy sama parę dni temu zaczęła się przyznawać mamie, że tata po prostu jej dokuczał na tych spotkaniach, a dokładniej robił przytyki do jej stosunku do mnie.

Okazało się, że wcześniej, w czasie spotkań ze swoimi dziećmi, od czasu do czasu używał jakiś obraźliwych słów pod moim adresem, a gdy one okazywały niezadowolenie z takiej formy wypowiedzi, to ostentacyjnie okazywał swoją dezaprobatę dla nich. Nigdy nie powiedziały, że pod ich adresem używał niewybrednych określeń, ale z kontekstu wypowiedzi wynikało, że zmuszał je do złego wyrażania się o mnie. Początkowo, obie jego córki chcąc zachować dobre stosunki ze swym ojcem, słuchały się go i wtedy narastał konflikt ze mną. Jednak z czasem zaczęły zdawać sobie sprawę z faktu, że to niczego nie zmieni. Po prostu starsza powoli zaczęła tracić nadzieje, że jej ojciec się zmieni.

Ojciec biologiczny obu dziewczynek po raz kolejny znalazł sposób, aby je angażować w konflikt dorosłych pomimo kontroli kuratora. Najgorsze jest to, że kurator nie przyjmuje tych informacji do wiadomości.

Jaki z tego będzie efekt? Prawdopodobnie w najbliższym czasie moje stosunki z obiema dziewczynkami, będą bardzo dobre, a potem znów ulegną pogorszeniu, bo takie jest prawo natury. Oczywiście w tym blogu nie zamierzam kontynuować wątku ich ojca. O nim można sobie poczytać pod wspomnianym wyżej adresie. Natomiast, ja tutaj chciałbym zwrócić uwagę na podstawowy morał wynikający z tej opowieści.

Nie postrzegajmy swoich dzieci bez względu na ich wiek, jako bezmyślne istoty, które zawsze będą nas słuchać i kochać. One są bardzo inteligentne i rozumieją więcej niż byśmy chcieli. My możemy jedynie wpływać na ich własny los pod warunkiem, że potraktujemy je, jako równych sobie partnerów.

 

 

niedziela, 14 lutego 2010, piefkej

Polecane wpisy