Blog > Komentarze do wpisu
Nowy Obywatel a starsze rodzeństwo

Wszystko o wychowywaniu dzieci.

 Uśmiechnięte dzieciaki

Witam wszystkich czytelników tego bloga. Na początku podam kilka słów o sobie.

Jestem trzydziestokilkuletnim mężczyzną wychowującym wspólnie ze swoją partnerką trójkę dzieci. Dwuletniego chłopczyka, mojego synka i dwie nastoletnie dziewczyny, córki mojej partnerki z jej poprzedniego małżeństwa. Dziewczyny mają 13 i 11 lat. Chłopczyk jest moim pierwszym dzieckiem. Ale od razu przyznaje, że w przeszłości już współuczestniczyłem w wychowaniu kilkorga dzieci. Oczywiście w mniejszym lub większym stopniu. Dokładnie chodzi o siedmioro dzieci mojego starszego rodzeństwa i pisząc, że je współwychowywałem, naprawdę nie przesadzam. Nie wchodząc zbytnio w szczegóły, informuje, że mój starszy brat i dwie siostry zostali rodzicami dość wcześnie, a ponieważ ja mocno odstawałem pod względem wieku od nich (byłem o 10 lat młodszy od najmłodszego z tej trójki), to w praktyce zajmowałem się wychowywaniem ich dzieci, a oni starali się jeszcze skorzystać z życia ile tylko mogli. W tym czasie wiele się nauczyłem, zarówno z własnych doświadczeń i obserwacji, a po latach zacząłem wyciągać z tego odpowiednie wnioski, które teraz staram się przenieś na dzieci, które sam obecnie wychowuje.

Dlatego w tym blogu chciałbym przedstawić czytelnikom swoje metody wychowawcze i jednocześnie zobaczyć państwa opinie, zarówno te życzliwe, jak i te mniej życzliwe. Mam również nadzieje, że wzajemnie sobie pomożemy wymieniając się poradami. No i można sobie odpowiedzieć na pytanie czy mężczyzna może być dobrym rodzicem, pełniącym zarówno funkcje ojca jak i matki. Jest to ważne dziś pytanie, ponieważ obecnie wiele rodzin jest zmuszonych wymieniać się tymi funkcjami.

Ponieważ, tak naprawdę jest to temat „rzeka”, dlatego też będzie on podzielony na kilka części. Niestety od razu przyznaję się, że dopiero uczę się pisać blogi toteż początkowo może być tu mały bałagan, ale myślę, że szybko to się zmieni. A zatem zapraszam.

 

Nowy obywatel.

Jak już wspomniałem, dwie córki mojej partnerki nie są moimi dziećmi, zatem niewolno mi zbyt silnie ingerować w ich wychowanie z kilku powodów. Po pierwsze w momencie poznania ich matki miały już 11 i 9 lat i chociaż bardzo szybko mnie zaakceptowały musiałem zdawać sobie sprawę z tego, że tak naprawdę jestem dla nich obcą osobą. Na pierwszym miejscu zawsze będą stawiali swoich naturalnych rodziców, potem dalszą rodzinę, a na końcu dopiero mnie. Dlatego też nigdy nie stosowałem agresji w stosunku do nich. To znaczy, żeby mnie dobrze zrozumieć, nigdy nie żądałem od nich określonego sposobu zachowania się w danej sytuacji, a jedynie starałem się pokazać jak należałoby postąpić. W tamtym okresie było to konieczne, gdyż dziewczynki rzeczywiście były celem ataku obcej osoby, ale to już inna kwestia.

Po drugie, obie dziewczyny niedługo wejdą w okres buntu i na pewno skupi się on na mnie i tak rzeczywiście się już stało w przypadku starszej z nich. Średnio taki okres zaczyna się dla dziewczynek w wieku 12-13 lat, a dla chłopców nieco później. Dlatego, też już zawczasu uczuliłem swoją partnerkę, żeby nie zawsze stawała po mojej stronie w różnych spornych kwestiach, aby starła się nie krzyczeć na nie, gdy zrobią coś złego, a po prostu próbowała wytłumaczyć jak powinny się zachowywać. Chodziło mi o to, aby utrzymywała z nimi kontakt, tak długo jak to tylko możliwe. Dzieci w tym wieku popełniają ogromną ilość błędów, a do tego są przekonane, że mają stuprocentową rację, a ich „starzy się nie znają, bo kiedyś było inaczej”. Sam też przechodziłem ten etap.

Mój sposób postępowania w tym wypadku sprawdza się połowicznie. Starsza próbuje się buntować i swoje główne ataki kieruje na mnie, ale najgorsze dla niej jest to, że nie może znaleźć powodu do sprzeciwiania się mi. Ponieważ staram się postępować dość ostrożnie i podnoszę głos jedynie w ostateczności, nie zmuszam jej do niczego, nie angażuje w problemy rodzinne, często pozwalam jej porządzić w domu, co bardzo skutecznie ją ucisza. Nie, dlatego że czuje się najważniejsza, ale dlatego, że wtedy wszyscy pozostali domownicy buntują się p-ko niej, co uzmysławia jej popełniane przez nią błędy. Oczywiście, na pewno wtedy w duchu obwinia mnie za własne niepowodzenia, ale nie potrafi tego przenieś na słowa. Jednak bardzo często odnosi się do mnie agresywnie i to bez powodu, przynajmniej na pierwszy rzut oka, ale tak naprawdę powód jest i obowiązkiem dorosłego jest zauważenie tej prawdziwej przyczyny agresji. Dziewczyna w tym wieku, podświadomie zdaje sobie sprawę, że jej więzy uczuciowe z własną mamą osłabną i zostaną przeniesione na jakiegoś przyjaciela, ale nie zdaje sobie sprawy, że jest to proces naturalny. Zatem jest przekonana, że to partner jej rodzica próbuje jej go zabrać. Nie podoba się jej jak przytulam się do jej mamy, jak z nią śpię i jak z nią rozmawiam i to na tym tle powstaje najwięcej konfliktów. Oczywiście ten temat rozwinę nieco później.

Nie można też powiedzieć, że całkowicie się odcinam od wychowania tych dziewczyn, wręcz przeciwnie, ale robie to w miarę inteligentnie. Częściej przekazuje swojej żonie jak ma postępować i czego wymagać od własnych dzieci, a ja robię to tylko wtedy, gdy z jakiś przyczyn nie może zrobić tego moja partnerka. Teraz jednak chciałbym poruszyć temat reakcji dziewczynek na wieść, że ich mama będzie w ciąży.

Kiedy się dowiedzieliśmy, że będziemy mieli wspólne dziecko, powstał problem jak przekazać tę informację dwóm starszym córkom mojej żony. Tu na wstępie wyjaśniam, że tak naprawdę nie jesteśmy małżeństwem. Żyjemy w tzw wolnym związku, ale by ułatwić sobie komunikacje ze społeczeństwem mówimy o sobie mąż i żona i ta terminologia weszła już na stałe w nasze życie.

Problem pierwszy: Poprzednie małżeństwo mojej żony prawnie rozpadło się zaledwie rok wcześniej. Zatem założyłem, że obie dziewczynki psychicznie jeszcze się nie pogodziły z rozpadem ich rodziny, chociaż opinia biegłego psychologa mówiła, co innego. Ale opinia psychologa wydana po zaledwie godzinnej rozmowie z dziećmi nie może odzwierciedlać prawdy. I rzeczywiście, w trakcie naszego wspólnego pożycia zauważyłem kilkakrotnie jak dziewczyny najczęściej w szkole przedstawiały swoją rodzinę tak jakby było wszystko w porządku. Na rysunkach i w rozmowach przedstawiają siebie w towarzystwie ich mamy i ich ojca. A pamiętam jak poznałem je, to na hasło ojciec chowały się za meble. Jak zadzwonił dzwonek do domu to pierwsze leciały do łazienki i się tam zamykały dopóki nie otrzymały potwierdzenia, że to nie przyszedł ich tata. Ale gdy sytuacja się uspokoiła to tatuś szybko wrócił w ich łaski. No, ale z tego zdawałem sobie sprawę i to musiałem uszanować.

Problem drugi: nowe dziecko mamy, może wywołać u starszego rodzeństwa obawy, że jej miłość zostanie przelana na nowego potomka, a one same zostaną odsunięte.

Zatem mamy tu dwa najważniejsze problemy, z jakimi się spotkałem. Jak je rozwiązaliśmy? Po pierwsze i najważniejsze samo zakomunikowanie dziewczynom o ciąży pozostawiłem ich mamie. No i oczywiście dziewczyny wpadły w szał i cały dzień ryczały. Były jeszcze złe przez kolejny dzień, później powoli ich złość słabła, aż w końcu ustała całkowicie. W tym czasie dużą rolę odegrały rozmowy ich z mamą, która zapewniała o swojej miłości. Ja też musiałem wiele uczynić. Przede wszystkim cały czas pokazywałem, że traktuje je tak samo jak na początku i nikogo niefaworyzuje. Tak samo postępowałem już po porodzie i do dnia dzisiejszego, całą trójkę traktuje równo i nie pokazuje, że mój synek jest ważniejszy. Wszystkich obdarowuje swoim uczuciem stosownie do posiadanego wieku i potrzeb. Efekt: Kiedy kilka dni temu moja, żona poinformowała swoje córki, że kolejny raz jest w ciąży, to dziewczyny płakały tylko kilka minut. Tym samym został rozwiązany drugi problem. Natomiast z pierwszym problemem wspomógł nasz ich biologiczny ojciec. Nie żeby zaczął tłumaczyć córkom i je uspokajać. Nic z tych rzeczy. W początkach naszej znajomości zmusiliśmy go do uspokojenia się, a przede wszystkim nieangażowania własnych dzieci w konflikt dorosłych. Jednak mimo nadzoru kuratora i tak sporadycznie swoim zachowaniem nadszarpnie stosunki z córkami. Dziewczynki niestety to widzą i chociaż obecnie nie boją się już własnego ojca, to jednak jego wybryki skutecznie oddalają go od niego. Nie liczę na to, że zapomną o ojcu, ale na pewno w najbliższym czasie ich stosunki nie ulegną znacznej poprawie. I to właśnie takie działania ojca powodują, że obie dziewczynki w coraz większym stopniu zdają sobie sprawę, że ich dawna rodzina rozpadła się na dobre, a nowa scala się coraz bardziej.

Jeśli ktoś chce skomentować ten tekst, to bardzo zapraszam. Myślę, że następny napiszę i opublikuję za tydzień. Jeśli chcieliby państwo abym pisał o konkretnych problemach wychowawczych, to proszę składać takowe sugestie.

Pozdrawiam.

piątek, 04 września 2009, piefkej

Polecane wpisy